wtorek, 22 stycznia 2013

Poprzez rozwój do samorealizacji


Poprzez rozwój do samorealizacji


Witam Cię czytelniku i z radością podzielę się z Tobą tym wszystkim, co popłynie teraz z mojego serca. Przede wszystkim piszę spontanicznie tą treść, opartą tylko i wyłącznie na własnym doświadczeniu.
Słowo „rozwój” jest bardzo popularne, zwłaszcza teraz mówi się o nim często. Widać go we wszystkim, na każdym kroku i wystarczy być tylko samouważnym. Wszystko wzrasta, dojrzewa, a potem owocuje.

Dlaczego miałoby być inaczej z nami?

Rodzimy się, wzrastamy i dojrzewamy, a potem zbieramy owoce naszego życia. Mówi się, że na starość każdy ma, jak sobie sam na to zasłużył. Często to brzmi jak wyrok, a zwłaszcza wtedy, kiedy nasze życie nie było usłane różami.

Jednak najprościej jest coś oceniać, albo przyjąć jednoznaczną hipotezę, bo przecież wszyscy tak mówią. Czy jednak nie warto zacząć coś zmieniać, a przede wszystkim zastanowić się nad samym sobą?.

Rozwój trwa nieustannie, ale czy jest świadomy, czy czerpiemy pozytywne wzorce, to druga sprawa. Bez rozróżniania, co naprawdę chcemy, a co samo się wydarza, bo jesteśmy zbyt nieprzytomni i zabiegani, aby tym kierować, nigdy nie zapanujemy ani nad sobą, ani nad naszym życiem.

Piszę od ponad 10 lat i w każdej książce zawarłam czas, który mnie właśnie dotyczył. Autentyczność jest najlepsza, bo jest żywa i odczuwalna nawet na kartkach papieru.


Ludzie często myślą, że skoro ktoś jest profesorem, czy doktorem, to nie jest już człowiekiem „takim jak my”, lecz stwarzają dystans z powodu autorytetu. Rozwój uczy nas nieszufladkowania i nieoceniania nikogo, tylko przyjmowania takim, jakim jest i korzystania ze wspólnych wartości. Tylko tak można się wzajemnie uzupełniać i uczyć od siebie.

Postaram się napisać o własnym rozwoju i drodze samorealizacji. Nieważne ile masz lat i że „dopiero” teraz możesz sobie coś uświadomić, co pomoże Ci zmienić dalsze życie. Niech to będzie niewielka rzecz, ale jeśli tylko coś drgnie, sam zobaczysz jak to wciąga i potem chce się wciąż poszukiwać dalej, doświadczając coraz piękniejszych rzeczy w sobie i dla siebie.
Transformacja naszego życia jest warta teraz Twojego czasu, poświęconego na pobycie ze mną. Sama parę lat temu żyłam tak, że nie za wiele wiedziałam, ani o sobie, ani o tym dlaczego tyle różnych sytuacji dzieje się i nie wszystkie są korzystne dla mnie. Jednak przyszedł właściwy czas i trafiłam podobnie jak Ty na pierwszą rozwojową książkę i się wszytko zaczęło zmieniać.

Przychodzi czas odpowiedni i otrzymujemy wówczas to, co ma szansę przynieść nam coś dobrego, zrozumiałego dla nas. Wcześniej, kiedy nie jesteśmy gotowi pewne rzeczy są niezauważalne i mogą nam wówczas inni ludzie proponować książki, treści, ale my tego jeszcze nie poczujemy. Kiedy dojrzejemy do etapu własnego samorozwoju, wszystko się sypie jak z rękawa. Warto wykorzystać te chwile i dać sobie najwięcej, ile potrafimy.

Myślimy, że nie mamy czasu dla siebie, mając tyle innych zajęć w ciągu dnia, ale czy to prawda?
Jeśli żyjemy jak marionetki, to co nam po takim życiu?

Gonimy za czymś co nie daje nam zadowolenia i wewnętrznego poczucia spełniania się. Wcale tak nie musi być, bo wszystko co robimy świadomie daje nam pełne samozadowolenie.
Nie musisz z niczego rezygnować, ale zmienić stosunek do siebie i do tego co robisz.

Wystarczy teraz się zastanowić nad paroma sprawami, a mianowicie, czy lubisz swoją rodzinę, pracę, ludzi wokół, swój dom itd. ? A lubisz siebie? Jeśli na żadne z tych pytań nie potrafisz odpowiedzieć jednoznacznie, to warto abyś wiedział, że dopóki nie pokochasz siebie, nie będziesz zadowolony z niczego.

Najpierw jednak należy poznać siebie. Tak właśnie jest, że żyjesz tyle lat niewiele wiedząc o sobie. Pomyśl sam, jak to jest, że wydaje Ci się, że wszystko wiesz o swoich dzieciach, czy innych ludziach, a nawet to co dla nich jest najlepsze. Każdemu możesz udzielić tysiące rad, pokazać rozwiązania w trudnych sytuacjach, prawie za nich zadecydować, ale jak masz sam problem, to wówczas już gorzej.

Na innych patrzymy z boku, jako obserwator i wówczas nie odczuwamy tych emocji, co ten człowiek w danej sytuacji. Patrzymy więc na tyle spokojnie, aby móc powiedzieć co widzimy i co warto, aby zmienił lub zdecydował. Czasami taka rada jest bardzo przydatna, jako inspiracja, jeśli jest Twoim własnym doświadczeniem. Jeśli jednak radzisz komuś, aby się dowartościować, poczuć mądrzejszym, zaradniejszym, to nic bardziej mylnego, bo ten człowiek to odczuje i nie skorzysta.

Dlatego warto być własnym doradcą, nauczycielem, czy też autorytetem, bo gwarantuję Ci, że nikt inny Ci tego nie zastąpi. Każdy ma własne przekonania i wzorce i tylko z nich może skorzystać, jednak często jest tak, że posłucha „dobrej” rady i ma opłakane skutki. Nie zrobił tego w zgodzie z sobą i z tym co czuł w sercu.

Pokochać siebie to znaczy najpierw zaakceptować wszystko co masz, jak się przejawiasz i poczuć się dla siebie najlepszym przyjacielem. Aby to było autentyczne musisz żyć w zgodzie z sobą. Zacząć mówić, to co myślisz i czujesz, aby Twoje intencje stawały się czyste. Odkłamywać w sobie to wszystko, co nie gra z całością. Jeśli sobie uświadomisz, że wszystko co widzisz i co się wydarza w Twoim życiu, to tylko skutki wcześniejszych Twoich decyzji i wyborów, to zaczniesz rozumieć, że kiedyś dokładnie sam zrobiłeś to komuś innemu lub właśnie tak myślałeś o sobie, a teraz inni Ci to mówią. Niskie poczucie wartości powoduje, że jesteś umniejszany, odrzucany, bo sam o sobie myślisz jako o kimś gorszym, nieudolnym, niezdecydowanym. Mając wewnętrzny chaos nigdy nie będziesz w stanie tego ani rozpoznać, ani zmienić.

Zobacz wokół na projekcje własnego umysłu i zauważ czy Twoje rzeczy w domu, czy w pracy na biurku leżą poukładane i na swoim miejscu?. Im większy bałagan na zewnątrz, tym większe masz pomieszanie w umyśle. Często uogólniasz i projektujesz na innych, to co Twoje. Żyjesz cały czas na zewnątrz, nie wiedząc, że wszystko co najcenniejsze jest w Tobie. Nierozpoznane, zapomniane czeka, aż otworzysz oczy, zatrzymasz się i chwilę zastanowisz nad tym co robisz.

Niełatwo czasami wyhamować człowieka w amoku, biegnącego na oślep przez życie i twierdzącego, że tak musi być! A kto Ci to wmówił? Czemu to przyjąłeś jako swoją prawdę?
Prowokujemy i przyciągamy sami do siebie to wszystko, na co jesteśmy bardzo zachłanni, a potem obwiniamy za to cały świat. Jeśli mamy poczucie niegodności i niezasługiwania, to jak najbardziej otrzymamy od innych krytykę i staniemy się wieczną ofiarą. Dziwimy się potem, dlaczego mamy takiego pecha i nic nam nie wychodzi.

Sami sobie nie pozwalamy na nic dobrego, wątpimy we wszystko i nasze myśli się materializują. Są samospełniającym się życzeniem. Każda myśl, a tym bardziej wypowiedziane słowo ma własną energię i moc sprawczą i realizuje się wracając do nas. Tym mocniej się to dzieje, kiedy posyłamy różne myśli innym ludziom, wówczas one z jeszcze większą siłą wracają do właściciela.
Pomyślmy teraz jak cudownie jest życzyć innym ludziom wszystkiego co najlepsze.
Wiele się pisze i mówi o różnych terapiach, procesach rozwojowych, treningach, seminariach i sama korzystałam z wielu.

Jednak chcę teraz ująć to w tym jednym rozdziale książki, co uważam za najskuteczniejsze i od czego warto zacząć właściwą drogę samorealizacji.
Zacznij od siebie i od dania sobie tyle czasu dla siebie ile potrzebujesz. Wszystko, co odnajdziesz w sobie, a przede wszystkim wspaniałe ludzkie wartości, dobry charakter i moralność, którą masz może zepchniętą na dalszy plan, to stwierdzisz sam jakie to było fajne, kiedy jeszcze tym żyłeś, przejawiałeś to dla siebie i dla świata. Czułeś się w porządku i darzyłeś siebie szacunkiem.

Zaczniesz sobie przypominać, jak życie pomału uczyło Cię i wręcz wymuszało, abyś stawał się coraz twardszy jak skorupa i abyś przestawał czuć, abyś mógł przetrwać na tym świecie.
Ale dlaczego bałeś się wówczas prawdy?
Przecież wystarczyło demaskować, to wszystko co jeszcze widziałeś i czułeś, zamiast poddać się tej zbiorowej narkozie! No tak....pewnie do czasu walczyłeś jeszcze z wiatrakami, a potem jednak się poddałeś. Nawet jeśli się w końcu poddałeś, to teraz nie na darmo wraca do Ciebie to wszystko, jak poranna pobudka, jak dzwon, który w Twoim sercu znów dzwoni i przypomina Ci, że to wszystko, to nie to!

To nie Ty!

Niektórzy są już na tyle zakłamani, że nie chcą tego zmieniać, ale zapewniam Cię, że uda im się tylko do pewnego czasu tak żyć, dopóki ich ofiary tego nie zdemaskują. Lepiej otrząsnąć się wcześniej z tego, niż potem spaść z takiego wysoka, że już nic nie pomoże.
Ten świat widziany może jako bezwartościowy jest jedynie refleksją i odbiciem naszego własnego poczucia braku wartości.

Już wiesz, że zewnętrzne lustro pokazuje Ci własne odbicie. Ten świat obecnie, to Twój świat. Jeśli nie odpowiada Twoim oczekiwaniom, to na pewno warto wiele zmienić. Przede wszystkim samoświadomość, która pomoże Ci w odkryciu zupełnie innej ścieżki życia. Cokolwiek mówisz negatywnego, poszukaj natychmiast powiązań we własnym wnętrzu. Przyczyną naszych zachowań są często prowokacje innych lub konieczność dostosowania się do tego, co ludzie ustanowili, aby był „porządek” na ziemi.

Człowiek, mimo swojej doskonałości jednak potrafi bardzo skutecznie wypaczać i rujnować wszystko, jeśli działa tylko na poziomie własnego nieudolnego umysłu. Kiedy rządzi nami ego, okazuje się, że nic więcej nie ma znaczenia, ludzkie uczucia są jak bańka mydlana, byle tylko osiągnąć własny zamierzony cel. Nie ma wówczas mowy o czystych intencjach, a więc i skutki nie będą dobre. Jeśli zaczęłoby się badać przyczynę takich, a nie innych skutków, to zawsze po czasie wyjdzie szydło z worka. Jest to jednak możliwe tylko wtedy, kiedy zaczynamy nad tym pracować, a jedyną możliwością jest rozpoznanie własnego umysłu.

Utożsamiamy się z naszym umysłem, jak z kimś, kto jest najmądrzejszy, najlepszy i pozwalamy sobą rządzić.
No właśnie..”sobą”, a więc kim? Co to znaczy być sobą Prawdziwym? Szukamy złotej recepty dla siebie, poświęcamy na to całe życie, nie zawsze otrzymując ją.

Pomimo wszelkiej pomocy płynącej z serca w postaci Miłości domagającej się swojego miejsca, wybieramy to, co nam jest podawane do rąk.
Łatwiej uwierzyć w to, co trzymam i oglądam, dotykam fizycznie, aniżeli w coś, co jest obecne we mnie, w całym moim wnętrzu, ale nie namacalne, ani niewidoczne gołym okiem. Mogę w to wierzyć, albo nie wierzyć, mogę nawet zaufać, że tak jest, ale wciąż nie wiem....do końca.

Ja wiem z własnego doświadczenia, jak często czując wyraźne podpowiedzi, intuicyjne przeczucia, negowałam to natychmiast sądząc, że wydawało mi się tylko. Niejednokrotnie dostawałam gotowe odpowiedzi na rozwiązania danej sytuacji podczas snu, ale traktowałam to jako mało znaczące i nadal robiłam po swojemu.

Czym różni się osoba świadoma od nieświadomej? Osoba żyjąca w cudzych wzorcach, przekonaniach przyjętych jako swoje, poddana ciągłej manipulacji z zewnątrz nawet nie dopuści myśli, że to ona ma prawo decydować o sobie i wybierać, to co się innym być może nie spodoba. Jeśli jednak wydaje jej się, że decyduje za siebie, to nie widzi uwikłania w tłum, z którym raźnie kroczy i „kracze” jak on.

Być asertywnym tzn. mieć nie tylko świadomość własnych celów, potrzeb, ale również mieć odwagę i być konsekwentnym w ich wyrażaniu. Czasami tak mocno przywieramy do tłumu, że nie jesteśmy w stanie odróżnić siebie od innych, ale czy to świadczy o Jedności? Taka jedność to raczej pasożytniczy tryb życia, który można porównać do pijawek. Pomieszane energie nawzajem siebie zwalczają, ogłupiają i powodują bezradność w funkcjonowaniu.
Jedność, którą na prawdę jesteśmy to zupełnie odwrotna sprawa.
Utożsamianie się z umysłem i z ciałem jest powodem poczucia rozdzielenia każdego z nas, mimo że jak piszę wcześniej jesteśmy często zlepieni ze sobą, nie dostrzegając tego. Nasza uległość, podatność na wpływy z zewnątrz uniemożliwia odkrycie Siebie dla siebie. Jesteśmy współuzależnieni , często przyjmując to, jako jedność z drugim człowiekiem.

Jedność, którą jesteśmy z naszej natury, to czyste relacje oparte na Miłości. Pojęcie Miłości często odbiega od Pierwowzoru. Poznajemy naszą ziemską miłość od rodziców i otaczających nas ludzi przyjmując, te same schematy powielane od pokoleń. Jedynym rozwiązaniem jest oczyszczanie się z tego, jak z wielkiej iluzji. Miłość wyuczona, jak gra aktorska, to tylko uzależnienie, przywiązanie, naśladowanie nie mające nic wspólnego z doświadczaniem Jej w Sercu.

Czuj, działaj i przejawiaj zawsze to, co dyktuje Ci Duchowe Serce, bo tylko ono zna Twoją Prawdziwą Tożsamość. Tak wiele mówi się o Bogu, o wyższych energiach, ale czy samo czytanie o tym wystarcza? Uczy nas zawsze doświadczenie, które wynika z praktyki. Podobnie jak w szkole uczymy się różnych przedmiotów, zdajemy egzaminy, a potem odbywamy praktykę, również w życiu mamy okazję sprawdzić, co stanowi naszą Wartość.

Przychodzi moment na konfrontację ze sobą. Aby to zrobić należy zatrzymać się, stanąć w miejscu, w którym teraz jesteśmy. Można spojrzeć na siebie w lustrze i zobaczyć, co mamy sobie do przekazania. Czy to spotkanie jest czymś miłym dla nas?

Jak pisałam na początku o obserwatorze, tak teraz mogę podpowiedzieć, że warto być obserwatorem samego siebie, popatrzeć na nasze funkcjonowanie jakby z boku, bez emocji.
Pamiętam jak kiedyś zrobiłam to pierwszy raz i doznałam szoku. Siedziałam jak w kinie, przed wielkim ekranem i zobaczyłam siebie, własne życie i bardzo współczułam wówczas tej osobie. Zobaczyłam jakby film mojego życia i zabrakło mi słów, aby dodać sobie otuchy, zatkało mnie....

Wówczas odkryłam jak ważna jest życzliwość dla samej siebie i pokochanie własnej istotki, która czuje się samotna, zagubiona w tym obcym świecie. Możemy nie czuć tego na co dzień, ale ja stwierdziłam ogromną potrzebę bezpieczeństwa, które zaczęłam sobie dawać. Uświadomiłam sobie, że przecież zawsze jestem bezpieczna, kiedy jestem Sobą.

Rozróżniłam też dzięki tej wizualizacji, że moją Prawdziwą Naturą nie jest to kochane ciałko wykonujące tyle funkcji i zadań, ale jestem Istotą o wiele Mądrzejszą, pełną Mocy i Miłości. Utożsamiłam się z Sobą siedzącą w kinie i oglądającą film mojego ludzkiego życia. Jeden z bardzo wielu.

Poczułam jasno, że warto sobie przebaczać całą głupotę i zaślepienie, które potrafiło zakręcić mną, że świat stał do góry nogami. Teraz mogłam zejść na ziemię i stanąć na własne nogi. Najwyższa Świadomość czeka na kontakt z Nią. Zapominamy o tym, że możemy zawsze korzystać z naszej Intuicji, jak z telefonu. Praktyka czyni mistrza i z czasem telefon staje się zbędny, kiedy na stałe pozwalamy działać naszej Wyższej Jaźni w naszych ciałach. Nasze ciała są cudownym ubraniem lub pojazdem, który służy nam do przejawiania się na ziemi. Dopóki nie odróżniamy głosu tzw. rozumu/umysłu od Prawdziwego Serca, dopóty nie rozróżniamy Miłości, którą Jesteśmy.

Proces przebaczania, o którym więcej piszę w poprzednich książkach oraz na forum NNH, jest zaledwie początkiem całego procesu powrotu do Siebie. Jednak na początek wystarczy sama świadomość, że jesteśmy Boską Istotą, która posiada o wiele więcej w sobie Wartości, aniżeli wyobrażaliśmy sobie podczas najlepszego samopoczucia, w jakimś szczególnym dniu.
To wszystko za mało, to tylko zwiastuny tego, co warto sobie przypomnieć, na nowo doświadczyć i już Przejawiać całym sobą stale.

Podczas procesów przebaczania i uwalniania bardzo pomocne mi były powroty w poprzednie wcielenia, abym rozpoznała emocje, zobowiązania i misje, które wiązały mnie tak mocno jeszcze z różnymi rolami jak ofiara, pokutnica, mniszka wyrzekająca się wszelkich dóbr. Zobaczyłam ile wzorców wyniosłam z okresu prenatalnego, kodując jako swoje.

Wydaje się nam, że małe dziecko niewiele wie, ale nasza świadomość jest z nami cały czas, również po odejściu z ciała. Ważne dlatego jest na ile ją podniesiemy, oczyścimy i połączymy z Boskim JA w nas.

Dlaczego wracamy tyle razy na ziemię?

Właśnie po to, aby Urzeczywistnić Naszą Boską Naturę i Zjednoczyć się z Nią na zawsze. Nie doceniamy ani życia, ani ciała, a to najlepsza rzecz jaka mogła się nam przydarzyć.
W całym Wszechświecie jest to Największy Dar, bo tylko dzięki temu Powrócimy do Pierwotnego Domu.

Piszę w moich wierszach wszelkie doznania, które mi to uświadomiły, dlatego moje wiersze pisane były w rożnych sytuacjach, w momentach tzw. Przebłysków Prawdy. Ale warto było to zapisywać, bo wszystkie treści stanowią moją Drogę pokazaną innym, jako pewien drogowskaz.
Zanim potrafiłam samodzielnie medytować i kontaktować się z własnym wnętrzem, zaczęłam dostrzegać coraz lepsze rzeczy na zewnątrz. Wcześniej nie zwracałam uwagi na naturę wokół mnie, ani na wiele pięknych przejawów ze strony ludzi. Pojawiła się we mnie znów dobra wola dla siebie i innych. Dostrzegałam coraz więcej dobra i piękna w ludziach. W miarę oczyszczania siebie i własnego umysłu z nazbieranych bzdur, napełniałam się coraz więcej wdzięcznością, szacunkiem, niewinnością, doświadczając tego jak małe dziecko.

Jak inaczej poznać Siebie, bez doświadczania?

Pozwalam sobie teraz na to każdego dnia, nie tłumiąc niczego co jeszcze wychodzi jako skutki wcześniejszych działań. Nie można nagle zburzyć domu i natychmiast mieć nowy, bez odbudowania go. Aby fundament tym razem był stabilny i mocny, lepiej to robić rozważnie, pomału, krok po kroku. Elementy są ważne, bo właściwie dobrany materiał będzie służył o wiele dłużej. Nie uciekajmy się do przecen i byle czego, aby tylko zakleić dziurę, ale starajmy się tak dopasować poszczególne części, aby współgrały z całością. Robiąc to dla siebie miejmy pewność, że skorzystają na tym wszyscy.

Porządek Wszechświata zależy od każdego elementu, jakim sami jesteśmy obecnie, wcieleni tu na ziemi. To koniec walki o „swoje” lecz początek dzielenia się, wspierania i dopasowywania do Najwyższych Energii.
Integracja jest celem ludzkiego życia. Wspieranie dobra i pomyślności wszystkich ludzi pomoże w odkrywaniu Boskiego Światła w każdym sercu i umyśle.

W tym momencie pragnę dzielić się tym, co mnie doprowadziło do zobaczenia siebie jako Miłość /Światło.
Łatwiej to zobaczyć, kiedy wychodzi się z mroku doświadczeń ludzkich. Zakończyłam etap czytania i zachłanności na wszelkie treści, które wpadały mi w ręce. Wcześniej je pochłaniałam i szukałam podobieństw z innymi ludźmi i ich postrzeganiem nowego życia. Ludzie rozwoju są pięknymi lustrami, to fakt. Wiele inspiracji i podpowiedzi pomaga we wzrastaniu.
Przyszedł jednak dla mnie moment identyfikacji ze Sobą. Intrygowało mnie, jak to jest poczuć samej spełnienie wcześniejszej Tęsknoty, którą czułam od dawna w Sercu. Tęsknota za Prawdą i Rzeczywistością, która stała dla mnie otwarta, a jednak nieosiągalna. Wiedziałam w głębi Duszy, że Wiem, tylko wraca mi pamięć wszystkiego.
Zrozumiałam, że chcę sama dojść do swojego Źródła Wiedzy we mnie. 


Zamiast czytać treści innych, zaczęłam je sama pisać dla siebie. Moje twórcze przejawianie okazało się jedną wielką medytacją. Mój stan podczas pisania, jest cudowną Zabawą z Bogiem we mnie.
Popłynął z mojej Duszy wiersz kiedyś, przypominający mi tą chwilę.

Twórczości moja.

Mój wielki Skarbie,
W tobie ostoja,
I świadomość moja.

Twa twórcza siła,
To moja wartość,
boska Istoto miła,
Już czuję Twoją otwartość.

Teraz tylko działanie,
Do głosu dopuścić mogę,
Wytrwałość i współpracę,
Rozpoczynam z Bogiem.

Porządek boski już tu panuje,
Inwencje twórcze już mocno czuję,
Jestem z nimi stale w zgodzie,
I ruszam ku mojej boskiej przygodzie.

Inspiracje przychodzą już do mnie,
Dobry jest każdy moment,
Korzystam z tego przytomnie,
Oczyszczam już ten mój Diament.

Pielęgnuję ten Skarb we mnie,
Jak największą serca Miłość,
Już rozwijam talent boski,
Na swą radość i obfitość.

Skrzydła są gotowe do lotu,
Ich trzepot oznajmia mą siłę,
Boskość bierze je w objęcia,
Są to bardzo piękne chwile.

Z mą Boskością w równym tempie,
Wyruszam w niebiańskie szlaki,
Daję się Jej prowadzić za rękę,
Widzę już swojej przyszłości oznaki.

Jest piękna, radosna i boska,
Jak krzew w złote kwiaty obfity,
Rozwija się cudnie otwarta,
Na najwyższej jakości profity.

A lekkość i łatwość jak mgiełka,
Otacza ją światłem swym hojnie,
Bezpieczna jest taka ostoja,
Już ramiona wyciąga do mnie.

Już się witamy serdecznie,
Jak para kochanków stęsknionych,
Łzy wzruszenia i szczęścia,
To początek tych chwil upragnionych.

Ale koniec już z płaczem i łzami,
To jest chwila nowa, radosna,
Przyszłość z wiosną zawitała,
Totalną wiarę i ufność mi dała.


Wiedziałam wcześniej czym jest stan medytacji, bo paroletnie uczestniczenie w warsztatach mi w tym pomogło. Dla niektórych osób medytacja wydaje się czymś tajemniczym i nawet nie próbują tego poznać.
Wyobrażenia ludzi są wielką przeszkodą na drodze własnego rozwoju.

Dla mnie jest to o tyle proste, że stan medytacji towarzyszy mi prawie cały czas. Kiedyś ograniczałam to doświadczanie, myśląc że tylko kiedy siedzę w ciszy i skupieniu, wolna od myślenia, w pełnym kontakcie ze sobą mogę doznać błogości, najwyższej radości i Miłości, w której mogę się rozpłynąć.

To przecież jest najwspanialszy stan uniesienia, ukojenia i pełnej samoświadomości. Spokój umysłu, wolnego od wszelkiej ziemskiej, wyuczonej i nabytej wiedzy prowadzi do odnalezienia szczęścia niezależnego od niczego. Ono jest w nas zawsze i na stałe. Łączy nas z Boskością. Jest to otwarcie się na Boga w sobie, to poczucie Jego Stałej Obecności i jest stopieniem się z Nim w Jedno.

Odczuwa się Siebie jako Jedno z całym Wszechświatem, a więc ze wszystkim co Istnieje. Poddanie się temu powoduje, że nie ma czasu, nie ma miejsca, nic nie ma znaczenia oprócz tej Jednej Chwili.
Jeśli tego się doświadczy, to pozostaje i jest już niezmienne.

Usłyszałam kiedyś w sobie:

Zejdź na ziemię mój skarbie,
moja najmilsza Istoto,
tutaj jest Twoja droga,
do Najwyższego Boga,
i narodzenia w Świetle.

Bądź uważna i cierpliwa,
w każdej chwili Boskość
do Ciebie przemawia,
i boski strumień wpływa.

Czy potrafisz Go przyjąć,
uszanować i docenić?

Teraz właśnie masz okazję
bardzo wiele w sobie zmienić.

To co już bezużyteczne i zawalidrogą
czas usunąć i się rozstać,
a iść czystą, boską drogą.

Kiedy porządek jest już zrobiony,
ścieżka jak nowa
błyszczy swym blaskiem,
stąpam po niej już bezpiecznie,
a Bóg mnie trzyma
w swoich ramionach.

Teraz Go czuję,
przyciskam mocniej,
a serce bije jednym rytmem
i jest takie radosne.
Nastąpił błysk i całkowite złączenie,
nie ma mnie i Boga,
jest JEDNO WSPÓLNE ISTNIENIE.

Teraz Moc we mnie wzrosła
i Miłość rozpala serce,
a Mądrość się cieszy,
że ja Anusia pojęłam
to wszystko nareszcie!


Ale jesteśmy jednak ludźmi nieurzeczywistnionymi jeszcze w pełni i pomimo tej boskiej świadomości pozwalamy życiu wciągać się w sprawy nas dotyczące. Nieugruntowanie Boskiej Samoświadomości powoduje, że ulegamy niskim energiom, doświadczamy nadal bólu, cierpienia, zwątpienia.
Sposób postrzegania świata nadaje kształt naszej rzeczywistości, a zatem zmieniając swoje wnętrze, możemy zmienić świat, który nas otacza.

Praktycznie odkręcamy to, co sami zepsuliśmy niszcząc pierwotny ład i porządek, a przede wszystkim zapominając o Sobie Prawdziwym.
Życie potrafi niemal podtrzymywać się samo, tylko w tym nie przeszkadzajmy, tylko w to uwierzmy. Jest w tym podejściu Mądrość nie dostrzegana przez nas i nie doceniona nawet przez tych, którzy duchowość powinni teraz nieść. Patrząc na obecne czasy, sami zapewne już odczuwamy i widzimy do czego jest zdolny człowiek, który został obdarzony rozumem. Mało, że nie potrafi z niego należycie korzystać dla Dobra Najwyższego, to jednocześnie nie potrafi się zatrzymać w porę. Sprawy zmian niekorzystnych zaszły już tak daleko, że skutki muszą być odczuwalne. Prawo przyczyny i skutku zawsze działa, jak również pozostałe prawa Boskie na ziemi, ale nie uświadomi sobie tego osoba dążąca tylko i wyłącznie do własnych celów.
Wydaje się jej , że to wszystko przeskoczy i uda jej się zmanipulować cały świat, zmienić po swojemu.

Ile pośród nas jest ludzi, pędzących w galopie własnych złudzeń i iluzji, a kiedy uderzą o mur, może być za późno na cokolwiek?.

Myślę, że warto jednak skupić się na tym co dotyczy pozytywów, abyśmy pomimo demaskujących wydarzeń, mogli iść dalej w miarę spokojnie mając jasność tego, co się wydarza.
Jeśli poddamy się zbiorowemu chaosowi, energie te będą nas osłabiać, blokując wszelkie kroki naprzód.
Doświadczam sama teraz na wielu gruntach zachwiania, aby to zobaczyć i wybrać jednak najlepsze rozwiązanie, a więc odcięcie od negatywnych energii.

Pomaga mi w tym Boska Miłość, którą przecież jestem, jak każdy z nas.

Wiele o tym piszę w swojej twórczości, a tu zaledwie namiastkę, aby to w jakiś sposób podsumować, scalić.
Praktyka czyni Mistrza i tylko praktyczne Przejawianie najlepszych cech, jakie posiadamy wprowadzi harmonię i sprawi, że umysł wraz z emocjami przestanie nas atakować raz po raz. Łatwiej rozwiązują się problemy, kiedy działamy z poziomu czystych i dobrych energii opierając się na życzliwości, szacunku, zadowoleniu, wdzięczności, szczerości, delikatności, bezstronności itd.

Nie ma piękniejszej drogi, jak Droga Czystości i Światła. Kiedy się ją odnajdzie ponownie, życie ulega transformacji i jakby samo się odmienia. Nie znaczy, że nie zbieramy już skutków własnej karmy, ale odbieramy to z pokorą mając pełne zaufanie, że wszystko zawsze jest, jakim ma być. Im mocniej nasz umysł jest wkręcony w działania, tym nasza iluzja życia staje się trudniejsza do przejścia.
Działać Sercem, to nie oznacza znieczulenia się i odcięcia od tego, co niewygodne, ale przyjęcie tego z całą godnością i zrozumieniem. Otoczenie ciepłem każdego, kto potrzebuje, bez oczekiwań na cokolwiek. Bezinteresowne dzielenie się dobrem, wspieranie, to radość, która działa i jest naturalna.

Kwiat obdarza pięknem, zapachem, kolorem nie wybierając nikogo, czyni to dla wszystkich. Róbmy to samo. Nie skupiajmy się tylko na sobie i własnych problemach, bo będą tylko wciąż rosły, kiedy nadajemy im uwagę i moc.

Odwróćmy się od tego, jak nie potrafimy inaczej oderwać myśli i spójrzmy w inną stronę, np. w stronę świecącego słońca. Pamiętam jak sama od tego zaczynałam, aby choć na chwilę pomóc sobie w wyciszeniu, kiedy cała lawina trudnych spraw leciała na mnie. Stwierdziłam, że albo poddam się jej, albo nie uciekając wcale przed nią nie zostanę "zalana". Patrząc w słońce dopuszczałam do siebie cały lęk, panikę i okazało się, że ta cała lawina emocji nie ma działania, bez mojego czynnego udziału. Zdemaskowałam to na miejscu, otrzepałam się i wróciłam szczęśliwa do domu.

Jednak światło słońca zostało we mnie, ponieważ to jest piękne lustro mnie samej. Aby odkryć w sobie Prawdę Tożsamości trzeba pozwolić na słuchanie tego, co mówi nam Serce, Dusza, nasza Intuicja czy Wyższe JA, które jest oświeconą częścią nas samych. To wszystko jednak słowa i dopóki sami nie odnajdziemy doświadczeń pokazujących nam to i nie odczujemy całym sobą, słowa zawsze będą puste.

Czy ważne są nazwy, określenia i opisy, jeśli czytamy to jak bajkę?

Kiedy odnajduje się Źródło, płynie już w nas, to czego szukaliśmy. W każdej chwili życia mamy tego dowody, jeśli jesteśmy dobrym Odbiorcą. Nie zazna tego nikt, kto nie wie co znaczy Bycie zawsze Sobą. Zajęło mi trochę lat dochodzenie do tego miejsca, ale odkryłam je dopiero wtedy, kiedy skierowałam się do Wnętrza.

Jakże nie czuć wzruszenia?

O Boski Klejnocie, Diamencie przecudny!

Chwaląc Ciebie, wznoszę się ponad byt ziemski,

Oczyszczam własne Szlify patrząc na Ciebie,
Odzwierciedlam Twój obraz i manifestuję Miłość.

Ucz mnie Jej stale od nowa i więcej......

Serce i Dusza we łzach wzruszenia,
tańczą wspólnie taniec Wyzwolenia,
z niepamięci, zwątpienia i błądzenia,
Czysty taniec wirującej radośnie Energii.

Najpiękniejszy taniec Istnienia.

Ania - SasAnka





Brak komentarzy: